Dziś jest taki dzień…
Dziś jest taki dzień, w którym sięgnąłem do swojego fotograficznego archiwum… Oto zdjęcia z 3 kwietnia 2005 roku. Ulica Jana Pawła II w Kielcach oraz nasza kielecka Katedra.
![]()
![]()
![]()
Wirtualizacja znajomości…
Ostatnio zastanawiałem się nad sensem tego wszystkiego. Moi znajomi na naszej klasie – prawie 100 osób. Facebook – nawet nie wiem bo nie zaglądam. LinkedIn, twiter, blip… powszechna wirtualizacja.
Pytanie brzmi. Po co mi to wszystko, skoro w realu te znajomości są po prostu martwe. Brutalne są to fakty bo część znajomych to również rodzina. Niestety odkąd się wyprowadziliśmy na wieś to mimo moich telefonów, zaproszeń znajomości raczej umarły. Przyjaciele stali się znajomymi, znajomi stali się dalekimi znajomymi itp. Dowodzi to jednego. Większość osób zwirtualizowała swoje znajomości i oprócz ekranu komputera nie widzą już ludzi na żywo. Oczywiście są wyjątki, bo okazuje się że dobry kontakt można mieć mimo odległości i czasu jaki upłynął od ostatniego spotkania. Mówię o przyjaźni z Londynu. Skoro więc 5000 km nie jest problemem aby napisać “co u Ciebie” to 15 km nie powinno być problemem aby się spotkać nie mówiąc o telefonie…
Postanowiłem zrobić krok – kasuje, lub wyłączam wszystkie profile na portalach społecznościowych. Spróbuje odnowić realne znajomości. Możliwe czy nie?? Zobaczymy…
Koniec roku…
Jeszcze kilka godzin i nastanie 2010 rok.
Imprezy sylwestrowej nie będzie. Będę spędzał sylwestra tak jak lubię najbardziej – w domu. Może i jestem dziki ale jak sobie pomyślę że miałbym iść na imprezę gdzie częstują flakami, grają fellpolo i discopolo, pije się wódkę na umór i jeszcze miałbym za to zapłacić to mi się w kichach przewraca. Cóż, nie pijący zawsze ma gorzej. Ok. północy przestaje rozumieć kogokolwiek bo dowcip gawiedzi jest na poziomie wzrostu naczelnika tego kraju. Polacy nie umieją się bawić bez wódki. Jak jest alkohol to zabawa jest przednia dla tych co piją, jak nie ma alkoholu to impreza przypomina wizytę w prosektorium.
Cóż, pora na podsumowanie. 2009 rok był rokiem posiadania. Mój stan posiadania zwiększył się o jedną córunie, 1 dom, 1 kredyt i 10 garbów na plecach. Od przybytku głowa nie boli jak mówią i chyba jest to prawda. Jednak w nowym roku życzyłbym sobie więcej przyziemnych uczuć – przyjaźni, miłości, grzeczności, tolerancji i oprócz tego życzę sobie ŚWIĘTEGO SPOKOJU. To brzmi jak żart ale naprawdę potrzebuje się wyciszyć.
Tradycją stały się postanowienia noworoczne, tak więc i ja kilka postanowień sobie wymyśliłem:
1. Nigdy więcej nie pójdę do szkoły (mówię tu o publicznych placówkach noszących znamiona szkoły wyższej).
2. Zdam co najmniej 2 egzaminy MCP,
3. Wykończę sprawy które wiszą na lodówce (lista spraw związanych z wykończeniem domu),
4. Zajmę się ogródkiem,
5. Poliżę się po łokciu.
Punkt ostatni na wzór palacza – bo te osoby palące które znam, zawsze postanawiają z nowym rokiem rzucić ale nigdy im nie wychodzi, więc też chciałem mieć takie postanowienie.
Tak poważnie to życzę wszystkim zdrowia, dobrej pracy, miłości i świętego spokoju. Te cztery życzenia zagwarantują każdemu szczęście. Aby nam się dobrze działo.
Kolejny krok milowy….
Tak, dziś zamykamy kolejny etap na ścieżce do własnego domu na wsi. Coraz bliżej do celu.
Kalina rośnie w oczach. Pyzunia się zrobiła śliczna i lada chwila będzie trzeba robić wesele. Dziś mój kolega po fachu fajnie skomentował rozwój swojego syna: “dziś łapie się barierki łóżeczka i wstaje na nogi, jutro pójdzie do przedszkola, pojutrze do szkoły, studia a niebawem przyjdzie do domu nawalony i jeszcze mi wp$%^%li”…
Tak, czas leci, ucieka między palcami jak krople ulewnego deszczu. Dopiero była wiosna a dziś zbieram kasztany idąc do pracy…
Taka wspominka jesienn0 Wojtkowa….
“Z gitara i piórem
kwietniowym wieczorem
jedziemy Wojtku
razem do Włodawy
Stary bieszczadnik
Majster Bieda
wciąż wierny górom
jak zwykle jest z nami
I mówisz – wszystko się uda
o to nie ma żadnej obawy
przecież jedziemy dziś
na dwa dni do Włodawy
W przedziale po oczach
mdli mleczna żarowka
mała
gwiazda betlejemska
I pociąg lubelski
noc długą przecina
buntując się
na ostrych zakrętach
I mówisz – wszystko będzie dobrze
opowiemy im nasze sprawy
przecież po to jedziemy
na dwa dni do Włodawy
Z plecka chleb wyjęty
garść soli
kawałek sprytem zdobytej
kiełbasy
Chcemy noc przeskoczyć
ciemną i niepewną
z biletem kupionym
w nieznane
Lecz mówisz – znów musi się udać
choć tyle podróży za nami
przecież jedziemy dziś
na dwa dni do Włodawy
Dzisiaj się buntuje
Czesiek król nad króle
piekarz rodem z Buska
wchodzi w układ
Stawia pasjans z bułek
i gorzej się czuje
a w drewnie cierpliwym
został ślad
A Ty naprzekór wszystkim mówisz
że się uda – nie ma obawy
przecież jedziemy dziś
na dwa dni do Włodawy
I są pytania
i są wciąż rozmowy
ważne
choć tylko przedziałowe
I jak z każdej
wspólnej nam posiady
wygląda w przyszłość
zatroskany człowiek
Wyciągasz wiersz ciepły jeszcze
wczoraj bodajże napisany
i czytasz glośno go w przedziale
w naszej podróży do Włodawy”
SDM…
