Wirtualizacja znajomości…
Ostatnio zastanawiałem się nad sensem tego wszystkiego. Moi znajomi na naszej klasie – prawie 100 osób. Facebook – nawet nie wiem bo nie zaglądam. LinkedIn, twiter, blip… powszechna wirtualizacja.
Pytanie brzmi. Po co mi to wszystko, skoro w realu te znajomości są po prostu martwe. Brutalne są to fakty bo część znajomych to również rodzina. Niestety odkąd się wyprowadziliśmy na wieś to mimo moich telefonów, zaproszeń znajomości raczej umarły. Przyjaciele stali się znajomymi, znajomi stali się dalekimi znajomymi itp. Dowodzi to jednego. Większość osób zwirtualizowała swoje znajomości i oprócz ekranu komputera nie widzą już ludzi na żywo. Oczywiście są wyjątki, bo okazuje się że dobry kontakt można mieć mimo odległości i czasu jaki upłynął od ostatniego spotkania. Mówię o przyjaźni z Londynu. Skoro więc 5000 km nie jest problemem aby napisać “co u Ciebie” to 15 km nie powinno być problemem aby się spotkać nie mówiąc o telefonie…
Postanowiłem zrobić krok – kasuje, lub wyłączam wszystkie profile na portalach społecznościowych. Spróbuje odnowić realne znajomości. Możliwe czy nie?? Zobaczymy…
Nenkownia osieciowana
Przepis:
Stary lapciak z wifi,
2x kabelek rj-45
stary przełącznik sieciowy
routerek wifi
Ponieważ tepsa wypieła na mnie dupę zorganizowałem sobie sieć w domu za pomocą starych klamotów. Sąsiad ma w domu sieć rozprowadzoną po wifi więc uzgodniłem z nim że udostępni mi za małą ofiarą kawałek pasma.
Na strych postawiłem starego lapciaka z wifi i połączyłem się z sąsiadem. Zasięg na zewnęrzej antenie jest duży (karta aterm z gniazdem na zewnętrzną antenę i panel +12db). Niestety rwało strasznie. Odpiąłem więc aterm’a i włączyłem wbudowane wifi. Sygnał słaby ale jak na razie wydaje się stabilny. Udostępniłem to połączenie (opcja w winXP pro) i podłączyłem stary przełącznik a do niego router wifi. Skonfigurowałem router (poszło z dhcp w obie strony) i w domu mam ładnie (narazie) działający net. Zobaczymy jak sie to będzie sprawdzać na dłuższą metę.