Wirtualizacja znajomości…
Ostatnio zastanawiałem się nad sensem tego wszystkiego. Moi znajomi na naszej klasie – prawie 100 osób. Facebook – nawet nie wiem bo nie zaglądam. LinkedIn, twiter, blip… powszechna wirtualizacja.
Pytanie brzmi. Po co mi to wszystko, skoro w realu te znajomości są po prostu martwe. Brutalne są to fakty bo część znajomych to również rodzina. Niestety odkąd się wyprowadziliśmy na wieś to mimo moich telefonów, zaproszeń znajomości raczej umarły. Przyjaciele stali się znajomymi, znajomi stali się dalekimi znajomymi itp. Dowodzi to jednego. Większość osób zwirtualizowała swoje znajomości i oprócz ekranu komputera nie widzą już ludzi na żywo. Oczywiście są wyjątki, bo okazuje się że dobry kontakt można mieć mimo odległości i czasu jaki upłynął od ostatniego spotkania. Mówię o przyjaźni z Londynu. Skoro więc 5000 km nie jest problemem aby napisać “co u Ciebie” to 15 km nie powinno być problemem aby się spotkać nie mówiąc o telefonie…
Postanowiłem zrobić krok – kasuje, lub wyłączam wszystkie profile na portalach społecznościowych. Spróbuje odnowić realne znajomości. Możliwe czy nie?? Zobaczymy…
no gorzka prawde napisales szwagierek… ale ja sie przeciez odzywam… i przyjezdzam od czasu do czasu …
)) buzka
Tak, tak… Ty tak. Nie tylko Ty z resztą z tego Londynu się odzywasz. Mam tam do tej pory również przyjaciół.
Co ciekawe chodzi o tych co mieszkają w Kielcach a nie w Londynie. Ale cóż…
W Trójce dyskusji słuchałem o użytkownikach mobilnego netu. I tam mówi jakiś socjolog o zarządzaniu znajomymi hehe, w sensie, że umawiasz paru do kina (ale takich co wywiesili że są “w nastroju’ czy coś podobnego) i nawet jak sam nie przychodzisz to nie ma sprawy. Tak, wszystko psieje (czyli jak się ludzie na randki umawiali kiedy nie było komórek)…