Wczoraj odszedł bardzo dobry człowiek. Był moim szefem przez kilka lat. Miał na mnie niesamowity wpływ i bardzo wiele mnie nauczył. Nasze drogi rozeszły się ale zawsze będę mu wdzięczny za to co mi przekazał i za to jakim był człowiekiem. Wiele osób będzie go pamiętać przez pryzmat pewnej słabości, która mogła dotknąć każdego z nas… tacy właśnie jesteśmy. A on taki właśnie nie był. Nie oceniał. Nie krytykował. W każdym człowieku szukał dobrych cech. A dla mnie był to mimo wszystko wyjątkowy człowiek o wielkim sercu, niespotykanym współczynniku człowieczeństwa, niesamowity humanista, mentor muzyczny (jego wiedza na temat rocka była ogromna – pamiętam nasze spory o Crimson’ów, Doors’ów i jak opowiadał mi o Earth, wind and fire, czy jak pierwszy raz usłyszał dzwony rurowe Mike’a Oldfield‘a). Dopiero po latach poza firmą zdałem sobie sprawę ile mnie ten człowiek nauczył i ile dla mnie zrobił. Niesamowity filozof i wielki wrażliwy człowiek. Współczuje bardzo całej rodzinie… Basi, Kasi, Pani Wiesławie. Trzymajcie się ciepło. Jestem z Wami…
Panie Arku… dla Pana…śpij spokojnie.